Jeśli trafiliście tu przypadkiem to zapraszam na nowego bloga :)
Projekt życie
wtorek, 24 lutego 2015
niedziela, 2 lutego 2014
Słomiany zapał i pasja pisania
Jak zawsze próbowałam sobie wmówić, że "tym razem będzie inaczej". I skończyło się jak zwykle.
Nie z powodu braku pomysłów, problemów ze skleceniem kilkunastu zdań czy upadku cywilizacji. Po prostu możecie nazywać mnie mistrzem słomianego zapału.
Jednak w mojej życiowej teorii, jest miejsce na zdanie "wszystko dzieje się po coś" i tak też było tym razem. Od poprzedniego wpisu stworzyłam już 8 postów. W wersjach roboczych oczywiście. Pierwszego stycznia, kiedy kończyłam kolejny, który nigdy nie został (i nie zostanie) opublikowany, postanowiłam, że każdego dnia będę siadać i pisać 2 strony tekstu. Bez zastanawiania się, bez sprawdzania czy interpunkcja jest w dobrym miejscu, czy styl jest do przyjęcia, czy też nie ma tam głupot.
I właśnie wtedy odkryłam coś, co kilka osób tłukło mi od dłuższego czasu. POWINNAM PISAĆ.
Powinnam robić to każdego dnia, cieszyć się z pojedynczego słowa, które wpasowało się idealnie w zdanie. Wiecie, siadałam, otwierałam Worda i po prostu wystukiwałam na klawiaturze niezliczone ilości literek (ok, wiem, że można to policzyć). Nie myślałam o tym co piszę... to trochę jakby moje palce same decydowały o tym, co tam się znajdzie.
Moim największym marzeniem (poza prowadzeniem własnej kawiarni) od zawsze jest wydanie książki. Dlatego są takie dni, kiedy odpalam przeróżne foldery z tekstami, które pisałam sama do siebie i... czasem zastanawiam się czy to na pewno jest praca mojego autorstwa. Ostatnio, gdyby nie dokładne śledztwo przeprowadzone na dokumencie, nie pamiętałam ani jednego słowa z otwartego kilka chwil wcześniej pliku. Nawet styl pisania był jakiś taki... niepodobny. Zdradziły mnie jednak imiona postaci i... fakt, że dokument stworzono na moim komputerze w czasie, kiedy nikt poza mną nie miał do niego dostępu.
W takich momentach uświadamiam sobie, że pisanie od zawsze ratowało mi dupę. Kiedy nie umiałam powiedzieć komuś o moich uczuciach - pisałam list. Kiedy nie potrafiłam powiedzieć, jak ważni są dla mnie przyjaciele - pisałam do nich list. Kiedy jestem na kogoś zła - piszę do niego list, którego nigdy nie wysyłam. Kiedy nie wiem o co mi chodzi - rozmawiam ze sobą poprzez pisanie. Hej, przecież zostałam dziennikarką-amatorką. Prowadziłam milion blogów, na których było sporo całkiem niezłych tekstów (skromność). Pisałam pamiętniki w dzieciństwie, w których pozbywałam się złości i żalu.
Jeśli ktoś, kto rozmawia ze mną za pomocą jakiejkolwiek formy tekstowej (czat, sms itp.), robi to w fatalny sposób, popełnia niezliczone ilości błędów albo skraca wyrazy (np. bd, Cb), nie ma szans na jakąkolwiek znajomość ze mną. Wiecie, to nie tak, że wymagam nienagannego stylu - bo każdy ma swój. Sama umyślnie popełniam błędy lub tworzę nowe wyrazy, bo taka już jestem. I są osoby, które złapawszy mnie na błędzie ortograficznym triumfują kilka dni, przypominając mi o tym ze szczególną radością.
Chciałabym, żeby ten post nie był jedynym w tym miesiącu.
Tylko wiecie... ja naprawdę wielu rzeczy chcę. A wystarczy dobra kawa, znajomi i nagle okazuje się, że nie potrzebuję niczego więcej :).
Do usłyszenia, mam nadzieję.
Nie z powodu braku pomysłów, problemów ze skleceniem kilkunastu zdań czy upadku cywilizacji. Po prostu możecie nazywać mnie mistrzem słomianego zapału.
Jednak w mojej życiowej teorii, jest miejsce na zdanie "wszystko dzieje się po coś" i tak też było tym razem. Od poprzedniego wpisu stworzyłam już 8 postów. W wersjach roboczych oczywiście. Pierwszego stycznia, kiedy kończyłam kolejny, który nigdy nie został (i nie zostanie) opublikowany, postanowiłam, że każdego dnia będę siadać i pisać 2 strony tekstu. Bez zastanawiania się, bez sprawdzania czy interpunkcja jest w dobrym miejscu, czy styl jest do przyjęcia, czy też nie ma tam głupot.
I właśnie wtedy odkryłam coś, co kilka osób tłukło mi od dłuższego czasu. POWINNAM PISAĆ.
Powinnam robić to każdego dnia, cieszyć się z pojedynczego słowa, które wpasowało się idealnie w zdanie. Wiecie, siadałam, otwierałam Worda i po prostu wystukiwałam na klawiaturze niezliczone ilości literek (ok, wiem, że można to policzyć). Nie myślałam o tym co piszę... to trochę jakby moje palce same decydowały o tym, co tam się znajdzie.
Moim największym marzeniem (poza prowadzeniem własnej kawiarni) od zawsze jest wydanie książki. Dlatego są takie dni, kiedy odpalam przeróżne foldery z tekstami, które pisałam sama do siebie i... czasem zastanawiam się czy to na pewno jest praca mojego autorstwa. Ostatnio, gdyby nie dokładne śledztwo przeprowadzone na dokumencie, nie pamiętałam ani jednego słowa z otwartego kilka chwil wcześniej pliku. Nawet styl pisania był jakiś taki... niepodobny. Zdradziły mnie jednak imiona postaci i... fakt, że dokument stworzono na moim komputerze w czasie, kiedy nikt poza mną nie miał do niego dostępu.
W takich momentach uświadamiam sobie, że pisanie od zawsze ratowało mi dupę. Kiedy nie umiałam powiedzieć komuś o moich uczuciach - pisałam list. Kiedy nie potrafiłam powiedzieć, jak ważni są dla mnie przyjaciele - pisałam do nich list. Kiedy jestem na kogoś zła - piszę do niego list, którego nigdy nie wysyłam. Kiedy nie wiem o co mi chodzi - rozmawiam ze sobą poprzez pisanie. Hej, przecież zostałam dziennikarką-amatorką. Prowadziłam milion blogów, na których było sporo całkiem niezłych tekstów (skromność). Pisałam pamiętniki w dzieciństwie, w których pozbywałam się złości i żalu.
Jeśli ktoś, kto rozmawia ze mną za pomocą jakiejkolwiek formy tekstowej (czat, sms itp.), robi to w fatalny sposób, popełnia niezliczone ilości błędów albo skraca wyrazy (np. bd, Cb), nie ma szans na jakąkolwiek znajomość ze mną. Wiecie, to nie tak, że wymagam nienagannego stylu - bo każdy ma swój. Sama umyślnie popełniam błędy lub tworzę nowe wyrazy, bo taka już jestem. I są osoby, które złapawszy mnie na błędzie ortograficznym triumfują kilka dni, przypominając mi o tym ze szczególną radością.
Chciałabym, żeby ten post nie był jedynym w tym miesiącu.
Tylko wiecie... ja naprawdę wielu rzeczy chcę. A wystarczy dobra kawa, znajomi i nagle okazuje się, że nie potrzebuję niczego więcej :).
Do usłyszenia, mam nadzieję.
środa, 11 grudnia 2013
Kim jestem?
Nieustannie poszukuję nowych doznań. Próbuję, doświadczam, zmieniam, choć bardzo się boję wyników. Zawsze jednak mówię: hej, kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa, pamiętasz?
Żyję w Łodzi. W mieszkaniu mam 3 współlokatorki i wrażenie, że to dom wariatów. Co jakiś czas z któregoś z pokojów można usłyszeć chichot przeobrażający się z wolna w potężny rechot. Ciągle coś nas śmieszy i nieustannie - choć świat nas nie oszczędza - mamy się z czego cieszyć. Najbardziej lubię momenty (które zdarzają się jednak zbyt często!), kiedy o 23:00 idziemy do kuchni na "ostatni kubek herbaty" i... dzieją się rzeczy magiczne. Nie wiadomo jakim cudem wracamy do swoich dziupli koło 2:00 ze świadomością, że temat nie został jeszcze wyczerpany, a te zajęcia na 8:00 to chyba żart układającego plan.
O właśnie! Studia!
Jestem studentką trzeciego roku marketingu. Mniej lub bardziej świadomie wybrałam ten kierunek i trafiłam w dziesiątkę. Kocham marketing, jestem dzieckiem reklam, a w tym wszystkich maczam palce w psychologii. Czego chcieć więcej? Poza tym, że jak nic wcześniej stresuje mnie napisanie licencjatu to cała reszta jest samą przyjemnością (no prawie...). W końcu jeśli łączy się hobby z nauką, to mogą wyjśc tylko same dobre rzeczy... :)
Pasja.
Choć marketing jest szalenie interesujący i z każdym dniem wkręcam się w niego coraz bardziej, to nadal na pierwszym miejscu jest coś innego. Coś niebiesko-żółtego głównie, okrągłego, szybkiego i jak się tym dostanie w głowę, to może boleć. No tak, mówimy tu o piłce od siatkówki. Kiedyś grałam, teraz tylko o tym piszę. Szefuję skromnej redakcji (uwaga, lokowanie produktu: m-volley.pl) i odwiedzam bełchatowską halę prawie co tydzień :). Kiedyś potrafiłam rzucić wszystko, wsiąść do pociągu i przemierzać Polskę w poszukiwaniu siatkówki. Teraz, choć nie rezygnuje dla niej ze wszystkiego, to nadal najważniejsza część mojego życia i kocham ją bezgranicznie.
Miłość.
Ostatnio trochę mnie poniosło z wyznawaniem uczuć, których nie było, więc... no sami wiecie. Siedzę sobie w moim bezpiecznym gniazdku i nie wychylam się zbyt daleko. Jeśli coś ma przyjść, to przyjdzie w najmniej spodziewanym momencie. I znajdzie mnie nawet pod metrową zaspą śniegu. Zatem siedzę sobie, czytam książki, oglądam seriale, filmy i popijam kawę z mlekiem.
Seriale, książki i kawa.
Jeśli rozmawiasz ze mną o serialu, którego nie widziałam, wiedz, że po prostu JESZCZE tego nie zrobiłam. Kiedy zainteresuje mnie jakaś produkcja, mogę oglądać ją dzień i noc z przerwą na prysznic i sprawdzenie newsfeeda fb. Seriale traktuje jako "bezpieczne uczenie się na cudzych błędach". Doskonale jednak wiem, że życie to nie film :). Co do kawy... jeśli nie siedzę akurat w antykwariacie (albo Empiku czy innym Matrasie), na pewno jestem w kawiarni. Siedzę, pewnie z kimś gadam i czynię kawożłoping.
Jestem normalnym człowieczkiem z 7 dredami na głowie i 4 wrzosami na parapecie. Czasem coś narysuję, czasem coś posklejam, a czasem napiszę. Kocham ludzi i opowieści. Żałuję, że nie piszemy do siebie listów i nie odwiedzamy się bez zapowiedzi. Jestem dzieckiem social media z pasji i z wyboru.
I o tym wszystkim co wyżej będę tutaj pisać.
Czy Wam się spodoba?
Let's check!
Żyję w Łodzi. W mieszkaniu mam 3 współlokatorki i wrażenie, że to dom wariatów. Co jakiś czas z któregoś z pokojów można usłyszeć chichot przeobrażający się z wolna w potężny rechot. Ciągle coś nas śmieszy i nieustannie - choć świat nas nie oszczędza - mamy się z czego cieszyć. Najbardziej lubię momenty (które zdarzają się jednak zbyt często!), kiedy o 23:00 idziemy do kuchni na "ostatni kubek herbaty" i... dzieją się rzeczy magiczne. Nie wiadomo jakim cudem wracamy do swoich dziupli koło 2:00 ze świadomością, że temat nie został jeszcze wyczerpany, a te zajęcia na 8:00 to chyba żart układającego plan.
O właśnie! Studia!
Jestem studentką trzeciego roku marketingu. Mniej lub bardziej świadomie wybrałam ten kierunek i trafiłam w dziesiątkę. Kocham marketing, jestem dzieckiem reklam, a w tym wszystkich maczam palce w psychologii. Czego chcieć więcej? Poza tym, że jak nic wcześniej stresuje mnie napisanie licencjatu to cała reszta jest samą przyjemnością (no prawie...). W końcu jeśli łączy się hobby z nauką, to mogą wyjśc tylko same dobre rzeczy... :)
Pasja.
Choć marketing jest szalenie interesujący i z każdym dniem wkręcam się w niego coraz bardziej, to nadal na pierwszym miejscu jest coś innego. Coś niebiesko-żółtego głównie, okrągłego, szybkiego i jak się tym dostanie w głowę, to może boleć. No tak, mówimy tu o piłce od siatkówki. Kiedyś grałam, teraz tylko o tym piszę. Szefuję skromnej redakcji (uwaga, lokowanie produktu: m-volley.pl) i odwiedzam bełchatowską halę prawie co tydzień :). Kiedyś potrafiłam rzucić wszystko, wsiąść do pociągu i przemierzać Polskę w poszukiwaniu siatkówki. Teraz, choć nie rezygnuje dla niej ze wszystkiego, to nadal najważniejsza część mojego życia i kocham ją bezgranicznie.
Miłość.
Ostatnio trochę mnie poniosło z wyznawaniem uczuć, których nie było, więc... no sami wiecie. Siedzę sobie w moim bezpiecznym gniazdku i nie wychylam się zbyt daleko. Jeśli coś ma przyjść, to przyjdzie w najmniej spodziewanym momencie. I znajdzie mnie nawet pod metrową zaspą śniegu. Zatem siedzę sobie, czytam książki, oglądam seriale, filmy i popijam kawę z mlekiem.
Seriale, książki i kawa.
Jeśli rozmawiasz ze mną o serialu, którego nie widziałam, wiedz, że po prostu JESZCZE tego nie zrobiłam. Kiedy zainteresuje mnie jakaś produkcja, mogę oglądać ją dzień i noc z przerwą na prysznic i sprawdzenie newsfeeda fb. Seriale traktuje jako "bezpieczne uczenie się na cudzych błędach". Doskonale jednak wiem, że życie to nie film :). Co do kawy... jeśli nie siedzę akurat w antykwariacie (albo Empiku czy innym Matrasie), na pewno jestem w kawiarni. Siedzę, pewnie z kimś gadam i czynię kawożłoping.
Jestem normalnym człowieczkiem z 7 dredami na głowie i 4 wrzosami na parapecie. Czasem coś narysuję, czasem coś posklejam, a czasem napiszę. Kocham ludzi i opowieści. Żałuję, że nie piszemy do siebie listów i nie odwiedzamy się bez zapowiedzi. Jestem dzieckiem social media z pasji i z wyboru.
I o tym wszystkim co wyżej będę tutaj pisać.
Czy Wam się spodoba?
Let's check!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)